DOLMAYAN WPADŁ DO „STUDNI ŻYCIA” – WYWIAD

https://i0.wp.com/soadsite.pl/images/news/thumbs/johndolmayanx523_t1.jpg

Wolontariusz organizacji „Wells of Life” (pol. „Studnie Życia”), Mike Olson, przeprowadził wywiad z Johnem Dolmayanem.
Poczytajmy, jak doszło do tego, że John zaczął wspierać taką inicjatywę i sprawdźmy, czego jeszcze dotyczyła rozmowa z muzykiem:

Mike: Wiem trochę o Tobie z internetowych poszukiwań, ale czy możesz rzucić nieco tła na Twoje dorastanie; na Twoją podróż z Libanu jako dziecko i jak w końcu wylądowałeś w Stanach Zjednoczonych.

John: Po pierwsze, jestem ormiańskiej narodowości. Jesteśmy ofiarami Ludobójstwa w 1915 i spora część mojej rodziny została wtedy unicestwiona. Pozostali, którzy przeżyli odnaleźli swoją drogę do Libanu. Reszta rodziny udała się też do Iraku, Francji, USA oraz innych miejscowości europejskich, gdziekolwiek mogli szukać schronienia. Moja familia postanowiła skierować się na Liban, gdzie narodziłem się ja. W latach 1970 nastała tam wojna domowa i stworzyła to miejsce bardzo niebezpiecznym. Pewnego ranka spałem, a jakiś pocisk przebił się przez ścianę. Przeszedł bezpośrednio przez moje łóżko. Gdybym nie płakał tamtej nocy i nie był w łóżku rodziców, zostałbym zabity. Miałem wówczas niespełna 4 lata. Moi rodzice zdecydowali tej nocy, że czas opuścić Liban. Sytuacja wymykała się z rąk oraz nie chcieliby ryzykować utraty ich jedynego syna.
Odeszliśmy w poszukiwaniu politycznego azylu, a przygarnięto nas w Kanadzie. Mieszkaliśmy tam około czterech lat i przeprowadziliśmy się do Los Angeles we wczesnych latach 80′, kiedy miałem lat 8.
Spędziłem w Los Angeles większość swojego życia, lecz przemieszkałem w Las Vegas przez ostatnie 13 lat.

Mike: I żyjesz tam do tej pory?

John: Tak, kursuję pomiędzy LA i Vegas sporo podczas prób z chłopakami w LA. Odnajduje się w LA także, ponieważ mam tam trochę przyjaciół oraz rodziny.

Mike: Trudnym przejściem było wykorzenienie rodziny z libańskiego życia i przybycie do Ameryki Północnej?

John: Prawdopodobnie trudniejsze dla moich rodziców. Znasz bardzo dobrze reakcję dzieciaków na coś takiego. Szczególnie w tych latach, kiedy uczysz się wszystkiego dość szybko. Moi rodzice jednak ledwo mówili po angielsku, a musieli znaleźć prace by utrzymać rodzinę. Zrobili kawał pięknej roboty, choć z brakiem znajomości języka. Nawet jeśli mówili w 4- lub 5-ciu językach, angielski nigdy nie był jednym z nich. Dla mnie to było łatwe. Po prostu oglądałem ‚Ulicę Sezamkową’ i przyswoiłem ten język. Nie było tak źle.

Mike: Czy większość Twojej rodziny jest w Stanach, czy każdy w innym miejscu?

John: Jesteśmy rozproszeni. W Libanie pewną rodzinę nadal mam. Trochę rodziny w Armenii; część w Europie.
Tak, jesteśmy wszędzie. lecz mamy bardzo dobrą pozycję zarówno w LA, jak i Vegas.

Mike: W jaki sposób związałeś się z „Wells of Life”?

John: Właściwie stało się tak, ponieważ zostałem właścicielem firmy komiksowej o nazwie ‚Torpedo Comics‚ (www.torpedocomics.com). Zwrócono moją uwagę na pewne sprzedane komiksy. Był to „Niesamowity Spiderman I” i kilka innych egzemplarzy o niemałej wartości. Wspólnie ze sprzedającym przyjrzeliśmy się temu. Zaczęliśmy rozmawiać o komiksach oraz o innych rzeczach – krok po kroku, okazało się, że książki były sprzedane, więc studnia w Afryce mogła zostać wybudowana.
Zaintrygowało mnie to, gdyż nigdy nie kupiłem tomów sprzedanych z konkretnego powodu. Byłem bardzo zainteresowany tym pomysłem.
Poczułem się coraz to bardziej zobligowany do zaangażowania się w taki czy inny sposób. W Stanach Zjednoczonych oraz w innych krajach zachodu, wiele rzeczy jest u naszych stóp. Mamy wielkie szczęście z powodu rzeczy, z którymi inni borykają się, a dla nas są jasne. Ludzie nie myślą dwa razy na temat trzykrotnego spłukiwania wody w toalecie; zostawiania odkręconego kranu, czy brania długich kąpieli pod prysznicem. Nie myślisz o pustej butelce po wodzie, którą wyrzucasz. Natomiast w wielu krajach ludzie umierają, ponieważ nie mają wody pitnej. Jako człowiekowi, wydawało mi się to niesłuszne, dlatego zaangażowałem się w mniejszym stopniu stwarzając datki.
Staram się zwiększać świadomość dla sprawy i jestem zadowolony, mogąc uczestniczyć w projekcie.
Ludzie, którzy poświęcają swój czas oraz wysiłek mniej szczęśliwym, dokładają wszelkich starań, aby pomóc uzyskać wodę pitną i jestem pewien, że tamci to doceniają. Co, możesz powiedzieć? Podstawowe rzeczy, że mamy szczęście, iż mamy, to co mamy. Jednak jesteśmy beneficjentami własnych okoliczności i są miliony urodzonych w całkowicie innych sytuacjach. Jeżeli możemy coś zrobić by im pomóc, czy to nie odpowiedzialność moralna?

Mike: Wow, świetna odpowiedź. Myślę, że był to Lou Metzger, którego spotkałeś w związku z komiksami, mam rację?

John: Dokładnie.

Mike: Czy Lou opowiedział Ci swoją historię? (Link)

John: Tak i można nakręcić film na bazie jego życiowej historii. To wspaniałe, że jest On tak zaangażowany w sprawę czystej wody. Powtarzam, jeżeli znajdziesz się w życiu na pozycji, gdzie rzeczywiście możesz się do czegoś przyczynić, naprawdę powinieneś. Wszyscy mamy swoje podstawowe potrzeby, z którymi się spotkaliśmy. Jestem kapitalistą. Staram się o dobrobyt tak długo, jak nie robię nikomu krzywdy, lecz im więcej majątku zdobędę tym, bardziej wymagam od siebie pomocy ludziom w biedzie. Bieda w Stanach Zjednoczonych to pojęcie względne. Według mnie, jeśli masz 40-calowy ekran i telefon komórkowy, prawdopodobnie nie trwasz w niedostatku.

Mike: Zgadzam się z tym.

John: Prawdopodobnie możesz sobie pozwolić na własne utrzymanie. Są ludzie, którzy nie mają nic. Nie mają podstaw przeżycia i jest o to codzienna walka. Jeżeli możemy pomóc tym ludziom stawać się samowystarczalnymi, wówczas nie pomagamy im krótkoterminowo. Pomagamy im na długi czas, co może pomóc pokoleniom. Wierzę w to. Nie wierzę w dawanie ludziom jałmużny. Wierzę w ofiarowanie ludziom pomocy, żeby stali się samowystarczalni. I wtedy udajesz się do następnego/grupy potrzebujących. Możliwe, że Ci ludzie pomogą komuś jeszcze. Wiesz, nie ma końca w tym cyklu zachowań. Jak mówiłem wcześniej, to moralna odpowiedzialność. Jeżeli możesz coś z tym zrobić, robisz to. Ja jestem uwikłany tylko w nieznacznym stopniu. Jednakże, jeśli wystarczająco osób zaangażuje się w ten sposób, może to stworzyć zasadniczą różnicę.

Mike: W całości się zgadzam. To wspaniale, że jesteś gotów zrobić swoje. Jakie inne cele lub grupy wspierasz i jesteś ich częścią?

John: Zostałem wciągnięty w kilka różnych organizacji charytatywnych. Próbuję pomóc ludziom na tyle, na ile jest to w mojej mocy. Brałem udział w prośbie o uznanie Ludobójstwa Ormian, któremu ponad 100 lat zaprzecza Turcja. Robimy cokolwiek możemy, by pomóc ludziom w potrzebie. Moja żona i ja próbujemy pomóc organizacjom zwierzęcym w humanitarnym traktowaniu zwierząt. Prawie co tydzień adoptujemy psa, które moja żona znajduje w schronieniach. Do tej pory mieliśmy szczęście, ponieważ większość psów zaadoptowano zanim my to zrobiliśmy. W przeciwnym przypadku mielibyśmy prawdopodobnie 20 psów.
Wysyłamy także pieniądze do Armenii, żeby pomóc ludziom, którzy tego potrzebują. W wielu aspektach w Armenii panują warunki trzeciego świata. Tak naprawdę nie jest to sposób dla tych ludzi, a by iść do przodu. Oni są post-komunistyczni około 30 lat i wciąż toczą walkę wewnętrzną.

Mike: To świetnie, że wspierasz na tak wiele sposobów. Potrzeba więcej takich ludzi jak Ty.

John: Jest dużo takich ludzi jak ja. Kluczem do tego jest to, że nie musisz ofiarować 10,000 czy 50,000 dolarów. Jest kilka organizacji, gdzie jak dasz 1$, stworzy to istotną różnicę w czyimś życiu. Pamiętaj, że Twój dolar łączy się z innymi dolarami. To rodzaj oceanu złożony z trylionów kropel wody. To te pojedyncze krople tworzą ocean. Podobnie jest z pomaganiem ludziom. Robisz, co możesz, inni robią, co w ich mocy i możesz utworzyć wielki ruch tych maleńkich kropel wody, który razem, stworzy coś znaczącego.

Mike: Wspaniała analogia. Do tego zmierza też ‚Wells of Life’ jako organizacja.
Powstaliśmy w 2010 roku i to była rampa przez pierwsze lata, gdyż dopiero piętrzyły się nasze małe krople.
Do końca 2016 wywierciliśmy ponad 230 studni, a ponad 60 w samym 2016-roku kalendarzowym.

John: To wielki czas człowieku. Tylko pomyśleć, jak wielu ludzi ma z tego wodę i jak wielu rodzinom to pomaga.

Mike: Z pomocy ‚Wells of Life’ przypada 1000 osób na jedną studnię, czyli 60,000 ludziom daliśmy wodę pitną zeszłego roku, a dopiero zaczynamy. Celem na 2017 jest 80 studni i idzie to dobrze.

John: To sporo do zrobienia.

Mike: Tak, sporo do zrobienia i sporo do zwiększenia funduszu, ale wdzięczna praca w świadomości, że głęboko zmieniasz ludzkie życia.
Jesteśmy także skupieni na pomocy ludziom Ugandy i naszym zadaniem chodzenie z dzielnicy do dzielnicy całego kraju, doprowadzając wodę pitną do każdego miasteczka i wioski. Mamy też nadzieję zbudować sieć wodną, aby pomóc całej Afryce.

John: Miejmy nadzieję. Jeśli każdy zrobi swoje, można się tam dostać.

Mike: Naprawdę doceniam to poświęcenie czasu, aby porozmawiać z nami i czekamy na świetlaną przyszłość dla Ciebie, ‚System of a Down’ oraz ‚Wells of Life’.

John: Nie ma sprawy. Trzymaj się.

Źródło: http://wellsoflife.org/

~ - autor: soadnews w dniu 12 lutego, 2017.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

 
%d blogerów lubi to: